26 grudnia 2014

Supernatural: Nevermore - Keith R.A. DeCandido


Sama nie wiem jak mam się odnieść do tej powieści, bo jako fanka serialu Supernatural spodziewałam się czegoś trochę trzymającego w napięciu, trochę z humorem, ale z drugiej strony czegoś, co mimo wszystko będzie w jakiś sposób podobne do samego serialu. Chciałam czegoś, co będzie idealnie odnosiło się do najpopularniejszego cytatu serialu, czyli: „saving people, hunting things, the family business”, a właściwie sama nie wiem, co dostałam… Jakąś nudnawą historyjkę, w której bracia Winchester zostali według mnie zmienieni w kogoś, kto całkowicie odbiega od postaci, które już poznałam za sprawą serialu. Zdaję sobie sprawę, że książka może nie spodobać się każdemu, ale z drugiej strony jeśli ktoś sięgnie po nią nie znając serialu, może bardziej ją doceni, a dla tych, którzy serial znają wspomnę tylko, że wydarzenia opisane w książce zostały umiejscowione między odcinkami „Crossroad Blues” a „Croatoan” z drugiego sezonu.

Odmiennie do serialu, w którym to bracia Winchester zazwyczaj polują na różnego rodzaju kreatury w małych miasteczkach, tym razem akcja dzieje się w Nowym Jorku, gdzie Sam i Dean mają dwie sprawy do rozwiązania, które w żaden sposób nie są ze sobą powiązane. Ash, stary znajomy, poprosił braci o pomoc w sprawie jego starego znajomego Manfreda Afiri, członka zespołu Scotso, którego dom jest nawiedzony, a ktokolwiek jest tajemniczą zjawą, pojawia się tylko po występach zespołu w klubie Nat’s Place. Drugą sprawą są morderstwa, które w jakiś sposób powiązane są z twórczością Edgara Allana Poego, które jak się później okazuje są jednym z etapów rytuału wskrzeszenia.

Zapowiadało się naprawdę nieźle, nawet bym pomyślała, że na miarę pierwszego i drugiego sezonu, w których bracia poznając nową sprawę sprawdzali każde możliwe powiązanie z nadnaturalnymi sprawami, robili research, kiedy już dowiadywali się kto stoi za zbrodniami, nawiedzeniami itp. w ruch szła sól i palenie szczątków (to tylko tak źle brzmi). Niestety w przypadku powieści wątek ten był tak nudny i ciągnął się jak flaki z olejem. Wydawało mi się, że autor próbował na siłę upodobnić wątek do spraw, które można poznać w serialu, a w rezultacie Sam i Dean odbijani są jak piłeczki ping-pongowe i pojawiają się raz w domu Manfreda, a raz w klubie, w którym gra zespół Scotso, próbując się dowiedzieć czegokolwiek, co mogłoby być związane ze sprawą. Jeśli mam być szczera to nawet wyjaśnienie, dlaczego duch nawiedzający dom muzyka w ogóle się w nim znajduje, nie było żadnym zaskoczeniem. Jedyną ciekawą sytuacją związaną z tym wątkiem było to jak Dean będąc w klubie próbował poderwać barmankę, co właściwie było w jego stylu, ale później autor postanowił to urwać i właściwie nic się nie zdążyło nawet z tego wykluć.

Plusem całej powieści może być to, że druga sprawa dotyczyła morderstw związanych z twórczością Poego i chociaż wątek ten też nie był jakoś strasznie ciekawy to autor mimo wszystko przedstawił go w taki sposób, że ktoś może się zainteresować twórczością Poego lub jego życiem. Natomiast sama sprawa nie była aż tak ciekawa żeby porównywać ją do tych serialowych, ponieważ czytelnik nigdy się nie dowie czy rytuał wskrzeszenia jest prawdziwy, gdyż w całej książce było utrzymywane, że ten rytuał nie istnieje i jest jedynie wytworem czyjejś wyobraźni. W serialu nawet jeśli coś było przedstawiane jako nie istniejące, w końcu i tak pojawiało się wyjaśnienie czy faktycznie tak jest. Muszę oddać autorowi to, że do rozwiązania tej sprawy nie wiedziałam tak naprawdę kim jest sprawca.

Wcześniej wspomniałam, że w książce bracia Winchester zostali zmienieni, może Sam książkowy bardziej przypominał tego serialowego, ale było coś co raziło w oczy bardzo. Nawet jeśli trwało to jedynie chwilę to utkwiło mi najbardziej w pamięci, bo serialowy Sam jest właściwie gotowy na każdą akcję, na spotkania z duchami, wilkołakami, wampirami, demonami i innymi, a DeCandido postanowił zrobić z niego bezpłciową ciapę, która boi się zostać sama w domu nawiedzanym przez ducha. Wydaje się, że gorzej być nie mogło? A jednak. Dean został przedstawiony jako chamski, gburowaty, nie posiadający żadnych uczuć człowiek! Przecież nie można czegoś takiego robić! Nie można zmieniać postaci, które już zostały wykreowane w serialu czy innej książce, bo wychodzi z tego jakaś żałosna karykatura!

Jest to pierwsza z powieści związanych z serialem Supernatural  i muszę powiedzieć, że dla fanów serialu będzie ona wielkim rozczarowaniem, nie dość, że sprawy nad którymi pracują bracia są dosyć nudne, sami bracia pokazani są jako całkiem inne osoby to jeszcze brakuje między nimi tej kluczowej dla serialu braterskiej więzi. Mimo wszystko nie przekreślam innych powieści z tej serii i sięgnę po nie jak tylko gorycz po Supernatural: Nevermore minie.

Tytuł: Supernatural: Nevermore
Autor: Keith R.A. DeCandido
Ilość stron: 336
Cena: 7,99$
Ocena: 5/10

*Zdjęcie pochodzi z Google Grafika

15 komentarzy:

  1. No cóż, po ostatnim maratonie z dziewiątym sezonem coś takiego na pewno mnie nie porwie, muszę tylko zapamiętać na przyszłość, aby unikać tej pozycji. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie serial zupełnie nie wciągnął, pooglądałam kilka odcinków na siłę, więc za powieść tym bardziej brać się nie będę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie oglądałam serialu, więc po książkę do niego nawiązującą pewnie nie sięgnę ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Tym razem muszę powiedzieć nie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Żałuję, że to tak słabo wypadło, bo miałam ochotę sięgnąć. Ja też bardzo lubię Supernatural. Szkoda :(

    POzdrawiam,
    Alpaka

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie znam serialu Supernatural, dlatego mam nadzieję, że książka tak mocno mnie nie rozczaruje jak ciebie. W każdym razie chce dać jej szansę poznania.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nawet nie wiedziałam, że jest taka książka. Jestem wielką fanką serialu,oglądam na bieżąco,ale na książkę się raczej nie skuszę ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Szkoda, że okazała się rozczarowaniem. Ja w ogóle nie znam tego serialu...

    OdpowiedzUsuń
  9. Uwielbiam ten serial, śledzę losy braci od samego początku. Czułam, że te książki nie są dobre i jak widać się nie pomyliłam. :)

    OdpowiedzUsuń
  10. I dlatego właśnie uporczywie trzymam się oryginałów i nie podążam za książkami/ekranizacjami, które są adaptacjami. Chociaż przyznaję, że po tym utworze spodziewałam się czegoś dobrego. Czegoś na miarę historii może nie z najlepszych, ale z dobrych odcinków SPN. Nie miałam okazji czytać "Nevermore" i szczerze nie wiem, kiedy będę mogła to zrobić. Mogę zapytać, gdzie udało Ci się zdobyć egzemplarz książki? Czy może korzystałaś z e-booka? Będę wdzięczna za odpowiedź :)
    ~Gaviota

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie oglądałam nigdy tego serialu i jakoś na razie nie mam ochoty zapoznać się ani z tą książką ani serialem, ale jak już bym miała się za coś zabrać to był by to serial :)
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie INNA
    happy1forever.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  12. musze zobaczyc!
    http://dorey-doorey.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  13. Pierwszy raz słyszę o tym serialu i po Twojej recenzji będę do niego podchodzić z dużym dystansem. Być moze kiedyś obejrze, gdy napotkam go np. w wakacje w tv, ale sama fatygować się nie będę.

    OdpowiedzUsuń
  14. Nawet nie wiedziałam, że są książki do tego serialu. Fanką serialu nie jestem, ponieważ go nie widziałam, jednak mam go w planach. Może jak obejrzę i mi się spodoba i będę na tyle ciekawa, aby zajrzeć do książki to po nią sięgnę.

    OdpowiedzUsuń

Designed By Blokotek