16 listopada 2014

Papierowe miasta - John Green


Papierowe miasta to moje drugie podejście do twórczości Johna Greena. Po tym jakie wrażenie na mnie zrobiły, a właściwie nie zrobiły Gwiazd naszych wina podeszłam do tej książki z ogromnym dystansem, ponieważ bałam się, że rozczaruję się tą książką tak samo, jak wcześniej wspomnianym tytułem. Na szczęście książka jest zupełnie inna i mogę powiedzieć, że na samym początku myślałam, że określę ją mianem genialnej, ale później dotarłam do końca i cały czar prysł… A już miałam nadzieję, że tym razem zostanę jakoś zaskoczona.

Margo Roth Spiegelman to dziewczyna wręcz idealna wokół której wszystko się kręci i wszyscy zwracają na nią uwagę, jednak nikt nie wie, że uwielbia ona tajemnice, łamigłówki, a w jej pokoju jest mnóstwo płyt winylowych. Kiedy Margo dowiaduje się, że chłopak zdradza ją z najlepszą przyjaciółką postanawia się na nich zemścić i wciąga w to swojego sąsiada i przyjaciela z dzieciństwa Quentina Jacobsena. Po nocy pełnej wrażeń podczas której Margo i Quentin punkt po punkcie realizowali plan nastolatki, po zakończeniu rozchodzą się do swoich domów, a następnego dnia w szkole na wszystkich czeka niespodzianka. Margo postanowiła zniknąć, jej rodzice uważają, że to kolejny wybryk i za parę dni wróci, jednak Quentin zaczyna się bać o dziewczynę i ma wrażenie, że zostawiła mu wskazówki, aby mógł ją znaleźć.

Na samym początku wydawało mi się, że będzie to historia podobna do wielu amerykańskich filmów, w których nerd (Quentin w końcu przypomina takiego grzecznego chłopca, który musi mieć stu procentową frekwencję w szkole, któremu nie w głowie imprezy) zakochuje się w najpopularniejszej dziewczynie w szkole (w tym wypadku Margo), która jakimś cudem zwraca na niego uwagę i całkowicie zmienia jego życie na powiedzmy bardziej kolorowe. Później jednak się okazuje, że Margo ucieka i wcale nie będzie to jedna z tych historii, ale wcale mi to nie przeszkadzało, bo inaczej chyba jeszcze bardziej by mi się ta książka nie podobała, bo w końcu ile można oglądać filmów i czytać książek, w których akcja właśnie w ten sposób się rozwija?

Wracając do samej książki, bardzo mnie zaintrygowała i myślałam, że do samego końca będzie mnie zaskakiwać, bo sama Margo, która wymyślała te wszystkie zagadki, które miały do niej doprowadzić na pewno nie była tak idealna, za jaką ją wszyscy uważali, ale była przebiegła i sprytna, co mi się w niej podobało, a Quentin znajdował tak wiele rozwiązań do jej wskazówek, co dokładnie pokazuje jak wielki talent ma Green. Naprawdę czytałam, wręcz pochłaniałam każdą stronę, jak urzeczona, a później dotarłam do zakończenia, ale o tym za chwilę. Bardzo mi się podobało to, że Papierowe miasta przedstawiają słodko-gorzkie życie i sytuacje, które mogą się przytrafić każdemu, a także pokazuje, że to co tak bardzo wychwalamy i stawiamy na piedestale może się okazać nieprawdziwe, jedynie wytworzone przez płatający figle umysł. Jedno trzeba przyznać, John Green nie pisze pustych, bezwartościowych książek dla młodzieży, coś głębszego kryje się za jego słowami.

Niestety książka miała swoje minusy, już na samym początku denerwowało mnie to całe powtarzanie „Margo Roth Spiegelman” praktycznie co drugą linijkę, no bo serio, nie można było tego pominąć? To było tak strasznie denerwujące! Sama Margo, choć Green próbował ją wykreować na idealną była strasznie egoistyczna. Podobało mi się w niej to, że była sprytna, inteligentna i potrafiła wszystko dokładnie zaplanować, ale tak naprawdę zachowywała się jak księżniczka, która jak coś powie to ma być zrobione. I to nieszczęsne zakończenie! Na początku myślałam, że książka nie może się tak banalnie skończyć, bo wszystko było owiane taką aurą tajemniczości, że to banalne zakończenie w ogóle mi nie pasowało i jestem strasznie zła, że Green się na takie zdecydował. Nie napiszę jakie by mi bardziej odpowiadało, bo przecież nie mogę otwarcie napisać jakie było zakończenie, ponieważ gdyby ktoś się zdecydował, że chce przeczytać Papierowe miasta to jaką by miał z tego przyjemność?

Mimo wszystko nadal nie skreślam autora i sięgnę po inne jego książki, bo nie chcę wiedzieć czy któraś z nich będzie dla mnie tym, czym dla większości było Gwiazd naszych wina.


Tytuł: Papierowe miasta
Autor: John Green
Ilość stron: 400
Cena: 39,90zł
Ocena: 7/10

*Zdjęcie pochodzi z Google Grafika

21 komentarzy:

  1. Przeczytałam GNW i "Szukając Alaski", ale po "Papierowe miasta" też pewnie sięgnę. Green nie jest jakimś moim ulubionym autorem, ale te dwie książki, które przeczytałam, względnie mi się podobały :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim ulubionym autorem też nie jest i raczej nie zostanie, bo póki co dwie jego książki, które przeczytałam nie powaliły mnie na kolana :(

      Usuń
  2. Czytałam tylko „Gwiazd naszych wina” tego autora i książka mi się podobała, więc mam w planach też inne jego powieści :)

    http://pasion-libros.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja niestety po GNW bałam się sięgnąć po jakąś inną jego książkę, gdy już to zrobiłam myślałam, że mi się spodoba i to bardzo, ale tak nie było i teraz jeszcze bardziej się obawiam sięgnąć po następne...

      Usuń
  3. Autora nie znam, szał wokół wspomnianych przez Ciebie "Gwiazd naszych wina" skutecznie mnie zniechęcił.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem co masz na myśli, bo ja też się długo zastanawiałam i broniłam zanim zdecydowałam się sięgnąć po GNW

      Usuń
  4. Mam w planach. Po "Gwiazd naszych wina" mam ochotę na inne książki tego autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już podchodzę do książek Greena z dużym dystansem.

      Usuń
  5. Cała twórczość Greena jest cały czas przede mną!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że spodobają Ci się bardziej niż mi ;)

      Usuń
  6. Zważywszy na to, iż Gwiazd Naszych Wina jest powszechnie uważane za najlepszą książkę Greena, a Papierowe Miasta, za jedną z tych gorszych, czuję się zmuszona odmówić przeczytania. GNW okazały się - w moim mniemaniu - kompletną klapą. Nie chcę się zawiść tak po raz drugi... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie mam wrażenie, że każda kolejna książka tego autora będzie na mnie wywierała takie samo wrażenie, czyli nie będzie mnie niczym powalała.

      Usuń
  7. Do tej pory przeczytałam tylko "Gwiazd naszych wina" tego autora, a w kolejce czeka "Szukając Alaski". Myślę, że na tę książkę też przyjdzie pora. Może kupię ją sobie na święta i zobaczę jakie ja będę mieć odczucia co do zakończenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo jestem ciekawa Twojej opinii odnośnie zakończenia :)

      Usuń
  8. jak najbardziej zachęcam cię do przeczytania innych książek greena i mam nadzieję że te przypadną ci do gustu :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytam na pewno, bo jestem ciekawa czy któraś faktycznie przypadnie mi do gustu, chociaż teraz będę sięgała po kolejne z dużą obawą :(

      Usuń
  9. Książkę mam w planach, bo jakże przejść obok koło takiego fenomenu jakim jest John Green? Za mną dopiero Katherine, ale mam zamiar przeczytać wszystkie:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Wciąż nie zajrzałam do żadnej książki Greena, bo boję się tego, o czym piszesz na początku - rozczarowania. Często powszechnie uwielbiane książki mnie się po prostu nie podobają. Tak czy inaczej wciąż mam na uwadze tego autora i myślę, że niebawem w końcu się przełamię. Zacznę jednak raczej od "Szukając Alaski".

    OdpowiedzUsuń
  11. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  12. Na mnie "Papierowe miasta" zrobiły fatalne wrażenie. Było to moje pierwsze podejście do literatury Greena. Przez ten utwór nieprędko sięgnę po jego kolejną publikację...
    ~Gaviota

    OdpowiedzUsuń

Designed By Blokotek