14 sierpnia 2014

Zimowa opowieść - Mark Helprin


Zimowa opowieść to ciężka do opisania książka, nie w takim sensie, że została napisana przy pomocy wyszukanego języka, ale dlatego, że nie do końca wiem jak się do niej odnieść. W adaptacji filmowej tej książki zakochałam się od razu, przyznaje również bez bicia, że najpierw obejrzałam film, a dopiero później dowiedziałam się, że jest książka. Często tak mam, że włączę jakiś film i z napisów końcowych dowiaduję się, że powstał na podstawie książki. Tak jak wspomniałam, w filmie zakochałam się od razu, książka mi się jedynie podobała. Wiem, że dla zagorzałych czytelników, dla których zawsze książka będzie na pierwszym miejscu to niedorzeczność. Sama do tej pory twierdziłam, że choćby nie wiem jak dobrze film został nakręcony to nie dorówna książce.

Nawiązując do samej treści, książka została podzielona na cztery części. W pierwszej zatytułowanej "Miasto" poznajemy losy Petera Leka, złodzieja, który uciekając przed Krótkimi Ogonami na czele z Pearlym Soamesem, gangiem do którego należał, wchodzi w posiadanie cudownego, białego konia, który potrafi biegać szybciej od rozpędzonego pociągu i skakać wyżej niż można to sobie wyobrazić. Właściwie dzięki swojemu nowemu, czworonożnemu przyjacielowi trafia do domu Beverly Penn, którą chciał okraść, a zamiast tego zakochał się. Druga część "Cztery bramy miasta" opowiada o Virginii Gamely mieszkającej nad jeziorem Coheeries, która ma cudowny dar śnienia o tym, co ją spotka, a także Hardestym Morrattcie, który po śmierci ojca miał zdecydować, który z synów, Hardesty czy Evan, odziedziczy całą fortunę po ojcu, a który tylko złotą tacę. W kolejnej części "Słońce i Duch" powraca Peter Lake, który stracił pamięć, nie wie kim jest, ma jedynie przebłyski tego skąd pochodzi i czym się zajmował. Niestety w tej części autor niewiele poświęcił Peterowi Lake'owi, w większości poświęcona jest bohaterom, których czytelnik miał okazję poznać w poprzedniej części, a także rywalizacji między gazetami The Sun i The Ghost. W ostatniej części zatytułowanej "Złoty wiek" oprócz wcześniej poznanych bohaterów znowu pojawia się Pearly Soames. Po co wrócił? Czy spotka Petera Lake'a, którego ścigał w pierwszej części? Czy Peter Lake przypomni sobie kim naprawdę jest? I co przyniesie nowe tysiąclecie?

Po obejrzeniu filmu wręcz nie mogłam się doczekać, aż zacznę czytać książkę, od razu zamówiłam własny egzemplarz nie zwracając uwagi na to, że przecież na półce jest już kilka pozycji, które czekają na swoją kolej. Kiedy do moich drzwi zapukał listonosz z przesyłką, po rozpakowaniu jej i nacieszeniu oczu, według mnie, skromną lecz śliczną i w pewnym sensie magiczną okładką, od razu wzięłam się za czytanie. Wiedziałam, że nie mogę się spodziewać, że film będzie dokładnym odwzorowaniem książki, jednak miałam jakieś mgliste wyobrażenie, czego mniej więcej mogę się spodziewać. Myślałam, że tak samo jak w filmie, tak i w książce będę miała do czynienie z cudowną miłością, romansem na miarę Romea i Julii, a co dostałam? Jakąś rozkapryszoną panienkę z bogatego domu, która jak tylko czegoś chciała, miała to dostać natychmiast bez mrugnięcia okiem i faceta po 40-stce, który jakby przechodził kryzys wieku średniego, bo zakochał się w ponad 20 lat młodszej dziewczynie. Dobrze, zakochali się w sobie, ale watek ten nie był opisany w taki sposób jakiego bym się spodziewała i jakiego oczekiwałam, ot poznali się, wylądowali razem w łóżku po zamienieniu ze sobą kilku zdań, a potem nagle bum i koniec, następna cześć. Wracając jeszcze do postaci Beverly Penn, strasznie mnie irytowała, myślałam, że będzie to pokorna, krucha dziewczyna, która za względu na swoją chorobę chce przeżyć kilka wspaniałych chwil, a nie rozwydrzoną małolatą, która o nic nie prosi tylko rozkazuje, aż momentami było mi szkoda Petera Lake'a, choć z drugiej strony nie rozumiałam, jak może sobie pozwalać na takie traktowanie.

Muszę przyznać, że gdyby powieść została skrócona i zamiast prawie 7oo stron miała 4oo, wcale bym bardzo nad tym nie ubolewała. Niektóre opisy, historie wydawały mi się niepotrzebne, nie do końca wiedziałam, co niektórzy bohaterowie mają wspólnego z resztą i chociaż miałam nadzieję, że dowiem się w dalszych częściach to niestety, nie udało się. Niektóre historie wręcz się dłużyły i sprawiały, że przebrnięcie przez nie były nie lada wyzwaniem, kilkadziesiąt stron, które normalnie bym szybko przeczytała sprawiały, że męczyłam się z nimi dłużej niż bym chciała, a nawet odkładałam książkę na półkę, bo nie mogłam sobie poradzić z ogarniającym mnie uczuciem znużenia. Co gorsze, strasznie denerwowały mnie błędy pojawiające się w tekście, domyślam się, że były one wytworem programu, którego używali tłumacze (tłumaczy było dwóch), żałuję, że nikt nie sprawdził tego przed wydaniem książki. Oczywiście nie są to jakieś straszne błędy i nie ma ich aż tak wiele, jednak skutecznie wytrącały mnie z rytmu, swego rodzaju transu, w który wpadam podczas czytania. Nagle widząc jakieś nie pasujące do niczego słowo czy dodatkową literę zdarzało się, że musiałam wrócić do danego zdania żeby zrozumieć, co właśnie przeczytałam, strasznie mnie to irytowało.

Poza tymi wszystkimi minusami, o których wspominałam, książka jest naprawdę dobra i polecam ją każdemu, bo jest to coś zupełnie innego. Historia zaczyna się normalnie aż tu nagle pojawiają się fantastyczne wątki, które są opisane przez autora w taki sposób, że nie do końca czytelnik wie, że jest to coś fantastycznego, ma wręcz wrażenie, że to coś normalnego, co występuje w życiu każdego człowieka. Język w jakim książka została napisana również jest przystępny (no może pomijając nazwy, których bez sprawdzenia osoba nie interesująca się takimi rzeczami nie będzie wiedziała, o co chodzi) i mimo pomyłek tłumaczy czy programów, których używali, całą powieść czyta się dosyć płynnie. Może w pewnym sensie zaprzeczam teraz sama sobie, bo przecież pisałam o uczuciu znużenia, które mnie dopadało, jednak nie miało ono nic wspólnego z językiem jakim powieść została napisana. Reasumując, jeśli ktoś ma ochotę poczytać o czymś, co wydawałoby się być historią zwykłych ludzi z wplecionymi elementami fantastyki, to jest to książka, po którą warto sięgnąć.

Autor: Mark Helprin
Tytuł: Zimowa opowieść
Ilość stron: 692
Cena: 49,90zł
Ocena: 8/10

*Zdjęcie pochodzi z Google Grafika

6 komentarzy:

  1. Sama nie wiem, ale książka jakoś do mnie nie przemawia. Chyba raczej sięgnę najpierw po ekranizację (choć zwykle staram się tego nie robić). Może spodoba mi się tak samo jak tobie i przekonam się co do lektury.
    Pozdrawiam

    http://about-katherine.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Chętnie się z nią zapoznam, przymknę oko na te "minusy". Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Książka przez cały czas za mną chodzi i nadal chcę ją przeczytać. Największym mankamentem tej pozycji jest zbyt wysoka cena. To dlatego nadal wstrzymuję się z zakupem.
    Pozdrawiam, Marta :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytałam, ale niezbyt mnie wciągnęło. ;) Miasto, oczywiście, bardzo ciekawe, tylko trochę zabrakło, bo ja wiem, klimatu. O bohaterach nie wspominam, bo się do nich nie przywiązałam (zwłaszcza Peter był jakiś taki mdły; Beverly bardziej przypadła mi do gustu). A ekranizacji nie oglądałam, mimo tej obiecującej baśniowości zapowiadanej przez niektórych recenzentów, ze względu na Colina, za którym nie przepadam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Strasznie chce przeczytać tę książkę i obejrzeć film z jedną z moich ulubionych aktorek - z Jessica Brown Findlay :)
    http://pasion-libros.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Film jest boski :) Obejrzałam go więcej niż raz i pewnie jeszcze nie raz obejrzę ;) Szkoda tylko, że książka chociaż mi się podobała to jednak była momentami trochę męcząca.

      Usuń

Designed By Blokotek